Syzyfowe prace


SYZYFOWE PRACE;

wczoraj miałam sesję z Basią. Wysłałam opis, ale nie wszystko było zrozumiale więc umówiłyśmy się na rozmowę. Sesja trwa 45 min, ale wczoraj zajęło mi to dwie godziny. Wytłumaczyłam kod urodzenia, ale chyba nie do końca, bo Basia nie chce odrzucić tych kolorów, które są dla niej negatywne, prowadzą do zawirowań w jej życiu. Na początku zderzyłam się z szafą, natychmiast poprosiłam o wyrzucenie rzeczy, których nie nosi od dwóch lat. Ta szafa pęka w szwach. Potem zapytałam, dlaczego o siebie nie dba, a jest ładną dziewczyną? Poprosiłam, żeby wprowadziła zmiany w wyglądzie; strój i włosy. Zapytałam dlaczego lepiej czuje się w ogrodzie niż we własnym domu? Bo dom nie jest jej. Stwierdziła, ze jest chora, ale ja jej powiedziałam, ze to jest wynik traumy po wypadku. Tak, miała wypadek samochodowy. Określiłam energię domu, że widzę duże drzewo iglaste, ale ono stoi na posesji sąsiada. Zapytałam co nasadziło koło domu; tuje. A tyle razy piszę, ze tuje to drzewo cmentarne. Ze nic dobrego nie daje. Powiedziałam, ze widzę czerwone i żółte kwiaty koło domu. Basia powiedziała, ze posadziła czerwone róże i żółte też są. Koło domu jest studnia, tak jest. Opowiedziałam jaka była w szkole, że miała dwa warkocze a kazałam poszukać w pamięci co się stało z zielonym, rozpinanym swetrem na guziki, który zrobiła jej mama. To ważne, bo z tym pracuje. Co dalej? Zobaczymy. Od przyszłego roku będzie miała pracę, ale musi wrócić do jazdy samochodem. Potem odpowiadałam na pytania. Teraz czeka ją praca. Czy będzie dobrze? Nie wiem? To zależy od Basi. Powodzenia…