Gdy zakładamy nową firmę musimy przestrzegać następujących zasad:

  • Lokal musi być pomalowany na żółto, pomarańczowy, jasnoszary, (z tym kolorem ostrożnie). Unikamy fioletu, zielonego,czerwonego. Zapachy jakie powinny tam się unosić to: konwalia, kapryfolium, lub piżmo. Do ozdoby używamy tylko naturalnych kwiatów lub olejków, nigdy nie używamy zapachów syntetycznych gdyż nie posiadają one energii życia.
  • Wszystkie dokumenty,monity wysyłamy przy rosnącym księżycu. A następnie odkładamy jedną monetę, przy końcu miesiąca dajemy te pieniądze np dla konstytucji charytatywnej. Im więcej tym lepiej. Jak masz czas usiądź i pomyśl o swojej firmie, zwizualizuj sobie dużą ilość klientów i pełno pieniędzy pod koniec każdego dnia. Bardzo ważna jest też reklama, logo, wizytówki. Niby nic a jednak ma duże znaczenie. Wszystko jest ważne.

Zdjęcie użytkownika Grazyna Jasnowidz.

Zęby
Ponadto zmieniłem sposoby czyszczenia zębów stosując pasty bezfluorowe, oraz sodę oczyszczoną i wodę utlenioną.

Dieta
0 cukru, 0 mąki pszennej, unikać węglowodanów. 0 mleka. W codziennym menu mam kasze (jaglana, gryczana). Jajka (półsurowe żółtka). Ziarna, orzechy, oleje itd… To tak w dużym skrócie. Żeby szczegółowo opisać dietę i optymalny sposób żywienia trzeba poświęcić temu tematowi cały oddzielny wykład…

Ssanie oleju
Dr Karach proponuje, by na pusty żołądek zasysać olej w ustach i przeciskać go przez zęby przez około 15, 20 minut. Właściwa ilość oleju to łyżka stołowa. Po zakończeniu czasu ssania olej należy wypluć. Nie można go połykać gdyż zawiera szereg szkodliwych substancji jak np. bakterie, ropa, śluz.
Michał Tombak w swoje książce pisze by: „rano na czczo lub wieczorem przed snem (po upływie 3-4 godzin od ostatniego posiłku) wziąć do ust nie więcej niż 1 stołową łyżkę oleju słonecznikowego lub arachidowego i ssać jak cukierka, trzymając w przedniej części ust. Ssać należy lekko, bez wysiłku przez 25-30 minut. Olej z początku trochę zgęstnieje, potem stanie się płynny i biały. Należy go wypluć, w żadnym wypadku nie łykać! –zawiera substancje, wywołujące wiele chorób.”
Po zakończeniu ssania wypłucz usta wodą z solą (słona woda zadziała dodatkowo przeciwbakteryjnie i łagodząco na stany zapalne). Mamy tylu stomatologów, ceny usług są kosmiczne, a czy mamy zdrowsze zęby??????

Wszyscy kierujemy się zasadą, że najlepszą formą poprawienia sobie nastroju to ponarzekanie sobie na wszystko i wszystkich.
Mamy tendencję do obwiniania innych za wszystko co się złego w naszym życiu dzieje.
To ktoś zrobił danemu człowiekowi przykrość, to ktoś go wkurzył, to ktoś oszukał, ktoś wykorzystał, ktoś nie docenił, Ale prawda jest taka,ze my sami na to pozwalamy. Osoby , które przychodzą do naszego życia czasami pozwalają sobie na wykorzystanie nas. Kiedy widzi, że nie reagujemy na to,pozwala sobie na powtórkę. Pewnie słyszałeś, że mówi się o osobach, które mają w sobie syndrom ofiary. Takie osoby częściej niż inni są napadane, okradane, częściej wobec nich stosowana jest przemoc fizyczna lub psychiczna. To nie napastnik jest odpowiedzialny za atak, to osoba z syndromem ofiary przyciąga napastnika, bo ma potrzebę bycia ofiarą. Czasem nawet ludzie na co dzień życzliwi, ciepli, serdeczni, przy kimś kto ma w sobie syndrom ofiary stają się agresywni wobec tych osób. Moim zdaniem od nas zależy jaka postawę przybierzesz wobec atakujących Cie osób. Nie pozwól innym na decydowanie o tobie. Powiedz takim ludziom - NIE. Zobaczysz, że przyjdą inni ludzie, którzy okażą ci szacunek ....

Szukasz niezawodnego i naturalnego sposobu na uspokojenie skołatanych nerwów? Spraw sobie kota.
Na poważnie. Choć może na początek lepiej wypróbuj jakiegoś kota na sobie. Może kota u znajomych. Bo nie chcę namawiać Was do kupowania „kota w worku”.

Może okazać się, że jesteś uczulony na kocią sierść. A wtedy kot nie będzie rozwiązaniem, tylko problemem. Jeżeli jednak nie masz alergii na kota, to jego obecność w mieszkaniu powinna zrobić Ci wiele dobrego. Dla zdrowia - bo to naukowo dowiedziony fakt.

Dlaczego obecność kota w domu służy zdrowiu?

Towarzystwo kota pomaga osobom zestresowanym, znerwicowanym, cierpiącym na bezsenność. A dzieje się tak za sprawą kociego mruczenia. Ale nie tylko. Kot jest bardzo tajemniczym i intrygującym zwierzęciem. Jest uosobieniem gracji, elegancji, zręczności i w pewnym stopniu obojętności.
Bo kot jest w dużo mniejszym stopniu podatny na sytuacje stresowe. I tu wracamy do punktu wyjścia. Dzieje się tak za sprawą jego mruczenia.
Jednocześnie kot 3 razy szybciej niż jakiekolwiek inne zwierzę zdrowieje po złamaniach czy poobijaniach.

Dlaczego mruczenie kota służy zdrowiu? W czym tkwi jego tajemnicza moc?

Kot, mrucząc emituje dźwięki o niskiej częstotliwości między 20 a 50 herców. Człowiek odbiera je nie tylko dzięki błonom bębenkowym w uchu, ale także przez zakonczenia nerwowe przy powierzchni skóry. Przyprawia Was to o mały dreszczyk? Niemniej te wibracje kociego mruczenia (przesłane dalej do mózgu) dają nam uczucie rozluźnienia, odprężenia i relaksacji.
Uważne wsłuchanie się w kocie pomrukiwania powoduje produkcję serotoniny – hormonu szczęścia. Ta z kolei korzystnie wpływa na jakość naszego snu i na nasz humor. A dokładnie działa jak środek uspokający, tyle że bez efektów ubocznych.
Ale to nie wszystko, mruczenie kota potrafi świetnie (zupełnie nieświadomie) odstresować nasz organizm. A jednocześnie: stabilizuje ciśnienie tętnicze, wzmacnia układ odpornościowy.
Co więcej dla dzieci wczesny kontakt z kotem ma (i tu może zdziwicie się) bardzo pozytywny wpływ jeżeli chodzi o pozniejszą podatność na alergie. Według badań prowadzonych na katedrze alergologii Uniwersytetu stanu Georgia (trwających całe 7 lat), wczesny kontakt dziecka z kotem zmniejsza ryzyko późniejszego zachorowania przez nie na astmę i rozwinęcia alergii.
Nie mówiąc już o tym, że we Francji niektórzy dosłownie zalecają, by małe dziewczynki bawiły się z kotami. Po co? By zawczasu uodporniły się na toksoplazomzę (groźną dla kobiet w ciąży, a dokładnie groźną dla płodu). Choć gromadka kotów towarzyszyła mi przez całe dzieciństwo, nie udało mi się zawczasu złapać toksoplazmozy. Wszystkie moje ciąże przechodziłam chuchając i dmuchając na własne zdrowie, a dokładnie starannie myjąc wszystkie warzywa i owoce, długo (czasami za długo, ale dla pewności) gotując mięso.
Codziennie przebywając w towarzystwie kota, jesteśmy poddani działaniu cząsteczek, które chronią nasz układ odpornościowy.
Dlaczego obecność kota w domu robi nam dobrze?
Po prostu kot potrafi bezbłędnie wyczuć, gdy cos nas trapi, gdy kłębią się w nas złe emocje. I to nie koniecznie dlatego, że taki dobry z niego psycholog. A raczej za sprawą wydzielanych przez nas w takich momentach feromonów. Co więcej chętnie pomaga nam pozbyć się tej negatywnej energii. Nawet jeżeli przede wszystkim robi to (mrucząc) dla swojego własnego dobra.
Póki co, nie do konca udało nam się wyjasnic fenomen tego zjawiska. Wiemy, że kocie mruczenie ma jakiś związek z naszym mozgiem i wydzielanymi przez niego endorfinami (hormonami szczęścia). Ale nie wiemy, czy to mruczenie kota wywołuje produkcję endorfin (przez nasz organizm) czy odwrotnie. Ale to nie wszystko.
Kot leczy nas nie tylko dzięki swojemu mruczeniu. Dużo dobrego robi nam głaskanie, czy choćby samo dotykanie jego delikatnego futerka. I może stąd pochodzi to powiedzenie: że nawet kota można zagłaskać na śmierć. Może jednocześnie przypomina nam to (podświadomie) nasze wczesne dzieciństwo i czułość, jaką okazywała nam nasza mama. Przynajmniej takie jest zdanie psychologów. A jeżeli po prostu nie trawicie kotów i innych sierściaków, to może skusicie się na samą relaksację kocim mruczeniem za pomocą nagranej kasety. I zobaczycie co z tego wyjdzie? A tak tytułem ciekawostki. W Japonii zaczynają pojawiać się kocie bary. I to nie żart. Każdy może tu przyjść i zrelaksować się w kocim towarzystwie. Przypuszczam, że za jakąś opłatą. Ale może to i sympatyczny pomysł na biznes.

Polecam...

Ponieważ bardzo cenię sobie mądrości ludowe, a jedna z nich mówi: „Kto z kim przestaje takim się staje”

Z tymi pierwszymi (wspomnianymi powyżej) uwielbiam się spotykać i spędzam z nimi jak najwięcej czasu. Z pozostałymi widuję się sporadycznie. Był to czas, kiedy w moim życiu miały miejsce różne, mało przyjemne a czasem nawet bardzo trudne (żeby nie powiedzieć traumatyczne) sytuacje i zdarzenia. Zamiast jednak dokonać jakichś zmian, zrobić coś z życiem i w życiu, wolałam spędzać czas na narzekaniu na los, na ludzi, na te sytuacje i zdarzenia, na niesprawiedliwość, na złe samopoczucie czyli na wszystko, na co tylko się dało. Wydawało mi się, że takie narzekanie przynosi mi ulgę i jest mi wtedy łatwiej żyć ale tylko mi się wydawało. Kiedy po latach wreszcie zrozumiałam, że nie tędy droga, że szkoda mojego czasu na zrzędzenie, że warto ten czas spożytkować na działanie, że warto wziąć całkowitą odpowiedzialność za swoje życie, zamiast zwalać ją na innych, dopiero wówczas ruszyłam do przodu. Czasami,gdy staram się ludziom wytłumaczyć, żeby zmienili się sami, że marudzenie to tylko złą energia,która nas niszczy,część osób zmieniła to, ale niestety gro osób woli narzekać i marudzić, nie robi nic, myśląc sobie; pogadaj sobie Grażyna....