Przeskocz do treści

Samo życie; powroty.

POWROTY:

wczoraj wróciłam bardzo późno do domu po dwóch dniach pracy. Gdy tylko weszłam na miejsce docelowe zobaczyłam, że jest dziwne, puste bez znaku życia, marazm. Pierwszy dzień to oglądanie, a było co, miejsce to zakład produkcyjny ponad 2000 m. Określenie tego miejsca jako Zamordownia jest bardzo trafne. Wcześniej była tam ubojnia za czasów II wojny światowej, potem za czasów socjalizmu też taki sam profil, czyli ubojnia i wytwórnia wyrobów. W trakcie oglądania pytałam o dużo rzeczy, czy to było kupione i były tam dwa budynki. Usłyszałam ; nie, pusty plac. Ale ja widzę dalej te budynki, więc pytam jeszcze raz. Następna odpowiedź, że tak, ale oni je wyburzyli. Jest jeszcze część poniemiecka, muru komin, ściany działowe. Gdy zeszliśmy tam, to uczucie zimna, nie ma czym oddychać. zaraz po wejściu przyszedł do mnie starszy pan, szatyn, krótkie włosy, ubranie robocze, buty, trzewiki i informacja, że jeździł na rowerze. właściciele nie wiedzieli, kto to może być, a on poszedł za mną do hotelu. Gdy już usiadłam w biurze i opisywałam plan dnia następnego, to zaczęli schodzić się pozostali, żołnierze z II wojny, z I wojny, ludzie w kajdanach. Miejsce to stoi na wodzie i zabiera energię, po prostu się usypia. W trakcie wizyty przyszedł do mnie niesamowity gość, bury kocur, który wszedł za mną do zakładu, chodził za nami po każdym pomieszczeniu a w końcu wszedł do biura prezesa i wskoczył na jego fotel i zaczął mruczeć. Osoby te chcą sprzedać ten zakład, śmialiśmy się, że to już miejsce kogoś innego, bo miejsce prezesa zajął kot, czyli idą zmiany.Gdy skończyliśmy wieczorem rozmowę, to musieliśmy kota odnieść na podwórko. Nie było łatwo, bo chciał pojechać z nami do hotelu. Nie był to kot bezdomny, bo był zadbany, najedzony. Po zameldowaniu się w hotelu poszliśmy spać, ale niestety, nie dało się ...... cdn..

Zdjęcie użytkownika Grażyna Zygmunt.