Przeskocz do treści

Wrocław

wczoraj wróciłam z wyjazdu. Pierwsze wrażenie, 10 piętrowy budynek a osoba ta mieszka na tym piętrze, nie przypadło mi do gustu. nie lubię takich miejsc. Jest to duże miasto z bardzo negatywną energią. Tam, gdzie stał ten blok, koszarowały wojska niemieckie, był tam las. Przyjrzałam się temu domowi; stoi na wodzie, na na kościach, pozostałości po wojnie. Nikt ich nie pochował, bo nie było czasu. Potem oględziny mieszkania. Usiadłam na wersalce, zaczęliśmy rozmawiać i od razu niefajne wrażenie, ze ktoś nas obserwuje. Zapytałam właścicieli o tą sprawę, bo widzę starszego pana, w spodniach z materiału, który nam się przygląda z jednego z pokoi. Tak, tam zmarł tato właścicielki. Tak wyglądał. postanowiłam go odprowadzić, bo był już zmęczony. Usiadłam na podłodze i zaczęła się rozmowa. Zobaczyłam wodę związaną z tą osobą, córka potwierdziła, że każde lato to wyjazd nad morze. Zapytałam o niebieskie sandały, tak, mama jej kupiła i tato jej nie był zadowolony, bo były bardzo drogie. Potem przekazałam jej informacje, że przekazał jej informację, że bardzo ją kochał, że wyglądało to inaczej, ale surowo ją wychowywał, bo była buntownicza. W pewnym momencie zapytał o obrączki, tu dziwna mina właścicieli, bo obrączki te zostały oddane do jubilera do przerobienia i przepadły. Mąż tej pani, który był bardzo sceptyczny, po informacji o obrączkach po prostu wymiękł. Odprowadziłam tego pana, poszedł na spotkanie swojej żony, która była już po drugiej stronie. W czasie tej rozmowy bardzo bolała mnie lewa noga, okazało się, że miał wypadek i miał kłopot z tą nogą. Na początku córka jego mówiła, że to nie ta noga, dopiero po rozmowie ze swoim mężem stwierdziła, że była to jednak lewa noga. Zapytałam o nerki i wątrobę i kręgosłup, bo nie czułam się przyjemnie. Miał kłopoty, bo popijał. Potem moja uwaga, ze słyszę szuranie nogami, ale to on tak chodził. Skupiłam się na energii mieszkania, stwierdziłam, ze coś się stało bardzo złego w kuchni. Tam upadła jej mama, po jakiejś kłótni z tatą, straciła przytomność, zabrało ją pogotowie i zmarła w szpitalu. Poczekałam aż odejdzie, zmieniło się powietrze, teraz czekamy na dalsze zmiany. Jutro opiszę jak pracowałam z tą dziewczyną nad jej dwoma poprzednimi życiami, które rzutują na jej życie teraz i tu. Dostałam w prezencie książkę, która chciałam przeczytać i obietnice, że jak wyjdą na prostą to mi zapłaci i przywiezie cały talerz własnoręcznie zrobionych pierogów.Byłam po tym oczyszczaniu bardzo zmęczona, po prostu siadła mi energia...